Pati Yang w Katowicach

omójboże.

Pati Yang, Mega Club Katowice, 8.12.2011

Chyba jeszcze nie mogę się pozbierać po tym koncercie. Gdzieś tam Pati mówiła, że koncert to jest wymiana energii, że to nie jest jednostronne. Faktycznie, poczułam to. Nie potrafię opowiedzieć, ale rozumiem. I coś mi to dało.

Oglądamy! :)

Nie lubię wielkich koncertów, stać w rzędzie numer 100 i gapić się na telebim. Na szczęście koncert Pati Yang tak nie wyglądał. Nie było barierek. Zresztą chyba nie byłyby potrzebne skoro Pati w pewnym momencie zeskoczyła ze sceny i tańczyła wśród ludzi :) I pięknie się wzruszyła mówiąc o tym, że wszyscy przeżywamy podobne emocje. Wulkan energii, uwierzyłam, że daje z siebie 100%.  I tak jak nie byłam całkowicie przekonana do nowej płyty, tak Wires And Sparks na żywo brzmi bosko. W Mega Clubie było dosyć zimno, ale pod koniec koncertu chyba wszystkim zrobiło się gorąco. To już? Ja sobie myślałam: ej nie przestawaj Pati ;) Były bisy, Pati Yang zamilkła i mówi “no nie wiem, ja bym to powtórzyła” :D Powtarzaj to jak najczęściej, nam się nigdy nie znudzi! :)

edit:

No nie. Właśnie przeczytałam jakiś komentarz na temat katowickiego koncertu. Ktoś mówi, że było tak słabo, że wyszedł. Że chaos na scenie, chaos u Pati, zła praca akustyka. Jednak można mieć kompletnie inny odbiór tego samego. Z akustyką może się nawet zgodzę. Nie wiem, dla mnie zawsze ważniejsze były emocje, klimat, podobny rodzaj wrażliwości. Może dlatego oprócz elektroniki tak kocham post punk. A chuj z tym, że czasem coś trzeszczy. Czy Pani, która to napisała nie zauważyła jak bardzo Pati jest w tym co robi?

W przerwie kiedy nie słucham Pati Yang, The Naked And Famous

Jesteśmy wciąż młodzi i naiwni.

The Naked And Famous włączam wtedy gdy tęsknię za latem. Więc dobry czas, żeby przypomnieć sobie kawałek Young Blood z albumu Passive me,  Agressive you.

Energia młodości, ciepłe, miękkie wokale, rozmyte gitary. Liczne odwołania do synth-popu lat 80 – tych czy do shoegaze’u. Po pierwszym odsłuchu skojarzenia z MGMT czy M83. Nazwa zespołu została zaczerpnięta od utworu Tricky’iego – Tricky Kid i frazy: everybody wants to be naked and famous.

Czasem fajnie jest przywołać wspomnienia o młodzieńczej naiwności i tych chwilach kiedy mieliśmy po kilkanaście lat. Z wielką przyjemnością wracam do tej nowozelandziej formacji.

Niestety to chwilowe, tymczasowe, bo przez ostatnie dni to Pati Yang mi w duszy gra, ale o tym next time :)

edit:

24.11.2011

Ha! The Naked And Famous w reklamie Canona ;)

Kalkbrenner zawsze robi dobry dzień

 

Bardzo często wracam do tej piosenki. Bardzo. Wtedy ciężko ją wyłączyć i cały czas leci na ripleju. Na słuchawkach odcina od wszystkiego dookoła. Zresztą jak cały Kalkbrenner.. Ale Gebrunn Gebrunn wyjątkowo na mnie działa – nieustannie ;) Może dlatego, że to właśnie od tego kawałka zaczęła się moja miłość do tego pana, zaraz po tym był film Berlin Calling (taki sobie, ale warto było dla soudtracku).

Techno w jazz clubie – Oni Ayhun&Jacek Sienkiewicz

Jacek Sienkiewicz i Oni Ayhun reprezentanci bezkompromisowego minimal techno wystąpili w ramach Before Tauron Nowa Muzyka 2011 w katowickim klubie Hipnoza. Szorstka futurystyczna muzyka taneczna, która udowadnia, że mniej znaczy więcej.

Hipnoza i tajemniczy Oni Ayhun

Śledząc opinie o kolejnym BTNM natknęłam się w shoutboxie last.fm na komentarz pewnego użytkownika „techno w jazz clubie, nie dziękuję”. Post zabawny w sam raz na tytuł.  Ja jednak mówię 3xTAK. Świetne miejsce, ludzie i muzyka.  Niestety kolejny raz licząc na imprezę w Capitolu, w ostatniej chwili zmienił się właściciel i bawiliśmy się w Hipnozie. Nazwa klubu adekwatna do stanu, w który wprowadza swoją muzyką Oni Ayhun. Pierwsze spotkanie z elektronicznymi dźwiękami Szweda było przypadkowe. Mój wzrok chłonie wszystkie frazy zawierające „the knife”. I w ten sposób poznałam solowy projekt Olofa Dreijera.  Do tej pory Oni Ayhun we wszelkich zapowiedziach przedstawiany jest jako „połowa duetu The Knife” . Niezgodnie zresztą z jego życzeniem aby w oficjalnych informacjach prasowych nie wspominać o formacji, którą  tworzy z siostrą. I słusznie, bo jeśli ktoś oczekiwał melodyjnych kawałków z przejmującym wokalem, które tworzyli w duecie, mógł poczuć się zawiedziony.  Początkowo i ja traktowałam projekt Olofa jako substytut The Knife i Fever Ray licząc na to, że pomimo przepaści gatunkowej, musi istnieć jakiś łącznik, wpólny mianownik emocji. I rzeczywiście istnieje. Niepokój, tajemnica, poczucie alienacji to chyba słowa klucze.

Futurystyczna dyskoteka

Minimalista Oni Ayhun pokazał, że pozornie jednostajne, surowe i oszczędne dźwięki tworzą przestrzeń dla  odległych, ale urokliwych melodii. Postać jaką kreuje jest nieokreślona. Niepewność z czym mamy do czynienia. Oni Ayhun ukryty za ciemnymi okularami, w czarnej peruce, bladozimnym makijażu, pozbawiony rysów twarzy, koloru, oddzielony uderzeniami  światła wygrywa rytm swoich emocji. Bez zbędnych ruchów, gestów, mimiki, przy użyciu minimum środków. Intro jakim rozpoczął swój muzyczny performance to ciągły, kakofoniczny ponad trzyminutowy dźwięk. Testowanie limitu wytrzymałości. Ile jeszcze? W jaki sposób to się rozwinie i czy w ogóle?  Chce nas zaciekawić, wkurzyć, zniecierpliwić, wywołać reakcję. Monotonna wstawka przechodzi w mocny, bezkompromisowy beat 4/4, przeplatany wysokimi gwiżdzącymi dźwiękami, podbijany głuchym tektonicznym wprowadzajacym w trans rytmem. Świetnie budowane napięcie, powolne rozwijanie się utworu aż do kompletnego uniesienia w tańcu. Szorsta, futurystyczna muzyka taneczna. (zobacz fragment na YT)

Te  oszczędne brzmieniowe struktury opatrzone zostały również minimalną w formie wizualizacją, pulsujące białe sześciany na ciemnym tle, uzupełniane agresywnym stroboskopowym światłem. Oni Ayhun wprowadza tylko niezbędne elementy, ale wykorzystuje ich potencjał w sposób bardzo ciekawy. Każdy dźwięk wywołuje reakcje, idealnie zestraja się z naszym ciałem, tworząc energetyczną, surrealistyczną przestrzeń, której nie chce się opuszczać.

Niecała godzina występu nawiązującego do klasycznych brzmień techno pozostawia u mnie pewien niedosyt, chciałoby się zdecydowanie dłużej. Na szczęście Oni Ayhun często odwiedza Polskę (widzieliśmy go na Audioriver i Unsound) więc liczę na powtórkę. Nie można zapomnieć również o Jacku Sienkiewiczu (prekursorze polskiej sceny techno), który wystąpił przed Oni Ayhunem i zapewna lwia część publiczności uczestniczyła w imprezie ze względu na niego i promocję nowej płyty „On The Road”.  Wydaje się, że inspiracje muzyczne obu artystów są podobne, ale techno w wersji Jacka jest bardziej urozmaicone, wielowarstowe, obfitujące w detale, czego mieliśmy okazję doświadczyć podczas sobotniej imprezy. Ja jednak osobiście gustuję w minimalnych, radykalnych kompozycjach Oni Ayhuna.

 

Coil – Musick to Play in the Dark Vol. 1

Bezkresy Chłodu

Trudno pisać o formacji, która ma status kultowej. Jednej z najbardziej inspirujących i eksperymentalnych grup. Dlatego pozwolę sobie na pełen subiektywizm, pomijając całkiem ezoteryczną otoczkę Coil, bo ani nie mam kompetencji w tym temacie ani to nie moja bajka. Jednak to czego nie można im odmówić to umiejętności stworzenia takiego nastroju i odczuć, które po przesłuchaniu płyty śmiało nazwałabym “duchowymi”.

Musick to Play in the Dark vol. 1 to jeden z moich ulubionych krążków w ogóle, najpiękniejsza pozycja wszechczasów. Tym, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z Coil proponuję w pierwszej kolejności wysłuchanie tej płyty, ponieważ jest najbardziej przystępna w odbiorze, inne przy pierwszym odsłuchu mogą wydać się ciężkostrawne. Chociaż potencjalny słuchacz musi oczekiwać od muzyki nowatorstwa, abstrakcji, nieprzewidywalności i pewnej dozy niepokoju. Twórczość  Balance’a  i Christoperson’a  wymyka się definicjom gatunkowym. Poruszają się gdzieś między industrialem, ambientem a przede wszystkim muzyką eksperymentalną. Coil to nowa jakość. Forma wiecznego poszukiwania.

Tytuł płyty doskonale obrazuje nastrój – muzyka księżycowa, do słuchania w nocy, przy zgaszonym świetle. Wyłączamy inne zmysły, oddychamy już tylko dźwiękiem. Na krążku znajdziemy sześć rozbudowanych kompozycji.  Rozpoczyna wciągające Are You Shivering? Dźwięki z pierwszych dwóch minut przypominają bulgotanie, spadające krople wody, poszarpany wokal, głos wydostający się z wewnątrz. Po wstępie odlegle brzmiący Christopherson pyta: “Are You Shivering? Are You Cold?” Można wnioskować, że muzyczne wprowadzenie były to odgłosy zimna, zmarzniętego człowieka, drgawki, dreszcze, choroba. Teksty niepokoju, narkotyczne wizje.  A może treści niedostępne świadomości.  Można przemijać jak księżyc gdy „Our life has grown weary The stars have grown old” i jak księżyc rozkwitać. Coil porywa nas w księżycowy sen, księżycową zmienność i niestałość. Razem z nim możemy pływać : „In the oceans of the moon”. Podobno ta piosenka jest o przyjmowaniu MDMA (extazy), gdzie po zażyciu może pojawić się szczękościsk, zgrzytanie zębami, uczucie zimna. Utwór kończy zdanie „This is moon music in the light of the moon” stanowiące całą istotę płyty.

To co mnie osobiście porywa to chłodna przestrzeń dźwięków.  To jak lądowanie na księżycu, samotna bezkresna podróż, która rozwija się wraz z instrumentalnym Red Birds Will Fly Out of the East and Destroy Paris in a Night. Prawie 13 minut dryfowania  i wrażenie, że utwór będzie zapętlał się bez końca. Czas nie istnieje, rozpada się. Momentami dźwięk syntezatorów jest przerywany jakby gwałtownym „hamowaniem” by rozpędzić się ponownie. Ten utwór to hołd dla Tangerine Dream. Kolejny track Red Queen rozpoczyna przetworzony, niezrozumiały dla mnie odhumanizowany wokal. Po chwili pojawia się urzekający fortepian, piękny pejzaż dla wokalnej melorecytacji. Melodyjny jazzujący utwór, z podkreślanymi jak matra słowami : co zamierzasz zrobić? I czy to jest prawdziwsze? Co zamierzasz zrobić jeśli ci nie uwierzą? Zaraz po tym liryczne, ale też absurdalne Broccoli. Schizofreniczna kołysanka i kojący głos. Strange Birds to najbardziej eksperymentalny kawałek z tej płyty.  Odgłosy ptaków, szczekanie psów, kolaż barw, muzyczne tekstury i szeptem wypowiadane: “pewnego dnia z twoich jaj wylęgną się bardzo dziwne ptaki”.  Płyta zamyka najbardziej w swojej strukturze „piosenkowy” utwór The Dreamer Is Still Asleep inspirowany twórczością Wiliama Blake’a. Miękki, mglisty, prawdziwy majstersztyk idealnie nadający się na tytuł płyty, piękny i przepełniony wrażliwością. Musick To Play In The Dark to 60 minut kompletnego oderwania od rzeczywistości kiedy dźwięki można naprawdę zobaczyć, bo wkręcają się mocno w umysł Myślę, że każdy będzie miał osobiste doświadczenia z księżycową muzyką.

nowa piosenka Fever Ray – The Wolf

Red Riding HoodWszystko za co zabierze się Karin jest niemałym wydarzeniem. Pojawiła się informacja dotycząca nowego utworu Fever Ray zatytułowanego Wolf. Znajdziemy go na soundtracku do filmu Red Riding Hood w reżyserii Catherine Hardwicke.

 

Po muzyczne przeżycia odsyłam tutaj: Fever Ray – The Wolf

Eyes black, big paws and
Mixed poison and mixed blood
And mixed fire, big burn
Into the ashes
And no return
Woooooooooooooooooooooo

We took your rights,
And your mother’s home
I turned but your tomb
Can be your pick
Not pawned
Poisons, blood
Woooooooooooooooooooooo
You fell on us
I follow slow

We got large in the morning
Down the train
To somewhere

You are the sun, the light here
Open up, stumble
We are sorry
Wooooooooooooooooooooooooooo

 

Na Szczęście Szczęsny

czyli o pewnym zdolnym poznaniaku z Bonobo w tle

W oczekiwaniu na sierpniowy festiwal Tauron Nowa Muzyka organizatorzy dali nam przedsmak w postaci dj setu Bonobo. Najbardziej zachęcające było samo miejsce. Początkowo impreza miała się bowiem odbyć w starym kinie Capitol w Katowicach. Wnętrzne zniszczone, ale piękne i mogę jedynie przypuszczać, że każdy event tam organizowany ma w sobie magię. Świetnie zachowane zdobienia i scena, która naprawdę robi wrażenie. No ale do rzeczy. Miało być pięknie, było nieźle. Zainteresowanie występem Bonobo było tak wielkie, że bilety rozeszły się jak świeże bułeczki. Dorzucono więc kolejnę pulę 500 ticketów, a co za tym idzie zmieniono miejsce występu na Szyb Wilson, który pomieścił o wiele więcej osób. Dodatkowa pula rozeszła się w takim samym tempie, co poprzednia. Mogło tak być bez końca. Oczywiście o przedsprzedaży można było pomarzyć. Na terenie Szybu Wilson funkcjonuje galeria promująca młodych artystów, szkoda tylko, że ochroniarz nie chciał nas wpuścić na wyższą kondygnację. W każdym razie klimat fajny. To tyle jeśli chodzi o całą otoczkę.

Sam występ Bonobo wzbudził mieszane odczucia. Niektórzy liczyli na „płytowe” wersje kawałków Simona Greena. Natomiast Dj-ski występ miał niewiele z tym wspólnego. Była to raczej wariacja na temat.  Miks hip hopu, funky, dubu. I myślę, że oczekiwania publiczności były podzielone. Jedni chcieli spokojnych kawałków, inni muzyki tanecznej i dobre zabawy. Jeśli chodzi o zabawę to zauważalne było, że garstka osób szaleje a reszta stoi z boku.  A podobno Bonobo „w ciągu kilku minut miał przejąć kontrolę nad publicznością”. Nie do końca się udało.  Ogólnie trochę nudno, ostatnie pół godziny lepsze. Fanką Simona nie jestem i jeśli miałabym wybierać: smęty z żywym składem albo jego Dj-ski występ, zdecydowanie wybieram to drugie.  Niby wszystko fajnie,ale jednak czegoś zabrakło.

Fragment występu poniżej


Prawdziwą perełką tego wieczoru był support w postaci Bartosza Szczęsnego (b szczesny), którego muzyki wcześniej nie znałam. I wielką przyjemnością dla mnie byłaby zmiana proporcji i kolejności występu­­­ obu panów. Zaskakujące i bardzo pozytywne w odbiorze było pojawienie się Bartka z gitarą basową. Na stronie www.soundcloud.com/b-szczesny sam mówi, że w prezentacji na żywo ważna jest energia, która tworzy się między publicznością a artystą. W pełni się z tym zgadzam, były iskry, a to chyba najlepszy dowód udanego występu. I poczucie, że nie masz dosyć. Podczas live actu Szczęsny zaprezentował utworu z epki „Beyond Midnight”, którą można pobrać ze strony www.brennnessel.pl (twórcą tego labelu są członkowie Kamp!, swoją drogą też świetni). Ta muzyka będąca mieszanką nu-disko, balearic, house porywa do tańca nawet najbardziej oporne jednostki. Czuć swieżość Junior Boysów, czyli wszystkio to, co lubię. Okazuje się, że na naszej rodzimej scenie rozwija się wiele talentów muzyki elektronicznej.

Niestety niewiele widać, ale może chociaż w minimalnym stopniu przybliżę jego występ. Poniżej video z kanału b szczęsnego. Nie z Taurona, ale w jakości, która pozwala dostrzec więcej.


Pozostając jeszcze przy osobie Bartosza Szczęsnego warto wymienić inne projekty, w których bierze udział: Adre’N’Alin, Not So Tronic oraz Rebeka. Ta ostatnia postać to historia zasługująca na osobny post.

Powrót z Taurona przeładowanym autobusem umożliwiał sen na stojąco, bez obawy, że się upadnie. Prawie lewitacja. 26 marca tym razem w Capitolu kolejny Before a wystąpią gwiazdy awangardowego techno Oni Ayhun (!) brat Karin z The Knife (co oczywiście nie jest istotne, bo Olof prezentuje zupełnie inny rodzaj muzyki) a jako support prekursor polskiej sceny techno Jacek Sienkiewicz. Do zobaczenia!